abraham-izaak

 

„Niezliczone pokolenia znały na pamięć słowo w słowo historię Abrahama. Opowieść o Abrahamie ma tę niezwykłą właściwość, że zawsze jest wspaniała”.  Sǿren Kierkegaard

Zawarta w biblijnej Księdze Rodzaju opowieść o Abrahamie jest jednym z najważniejszych, a zarazem najciekawszych tekstów ujawniających trudne zagadnienia religii, wiary i egzystencji, jakie przekazała nam literatura. Dzięki tej biblijnej relacji Abraham, patriarcha trzech wielkich religii, ­ stał się figurą symboliczną, a jego historia osnową i archetypem wiary jako spotkania z Bogiem, który jest Tajemniczy.

Centralne miejsce w opowieści o człowieku wezwanym przez Boga z miasta Ur, zajmuje wezwanie, opisane przez autora biblijnego w dwudziestym drugim rozdziale Księgi Rodzaju, jakie Bóg kieruje do Abrahama: by ten złożył ofiarę ze swego jedynego, wytęsknionego i ukochanego „syna obietnicy” – Izaaka. Opowieść o drodze na górę Moria i o tym, co się tam wydarzyło, jest niewątpliwie biblijnym, ale także literackim opisem tego, co można by nazwać paradoksem zawierzenia. Jest to bowiem opowieść o Sekrecie, o niewyrażalnej i niewypowiadalnej Tajemnicy.

Inicjatywa wychodzi od Boga – On mówi: „Abrahamie!”, a kiedy ten odpowiada „Oto jestem”, poleca mu: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze.” Potem następuje lakoniczny opis przygotowań i podróży. Przez trzy kolejne dni, do momentu, gdy „Abraham spojrzawszy, dostrzegł z daleka owo miejsce”, w relacji biblijnej nie pada ani jedno słowo. Abraham milczy o celu i sensowności wyprawy zarówno wobec swej żony Sary, swego syna Izaaka, jak i sług. Dlaczego?

Jak pięknie wyraził to Kierkegaard, Abraham musi milczeć, bo to co jest w nim – sekret, tajemnica – jest niewypowiadalne, niewyrażalne. Niejako „mówi”, ale poprzez „nie mówienie”. Abraham w ciszy, w całkowitym milczeniu, niesie w sobie sekret wezwania Bożego – do złożenia ofiary ze swego jedynego syna Izaaka. Dlaczego w milczeniu?

„Jeżeli bowiem mówiąc nie mogę się dać zrozumieć, to milczę, chociaż bym gadał od rana do wieczora. Tak jest w przypadku Abrahama. Może powiedzieć wszystko oprócz jednej rzeczy, a skoro nie może powiedzieć tego tak, aby inni go zrozumieli, nie mówi nic.” (S. Kierkegaard, Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć, tł. J. Iwaszkiewicz, 1972, s. 126)

Pokusa mówienia jest w pewnym sensie jednocześnie pokusą usprawiedliwienia. Abraham chce być odpowiedzialny za powierzoną tajemnicę, chce jej dochować, ale przez to skazuje się na milczenie. Staje zatem wobec niemożliwości zrozumienia, a co za tym idzie niemożliwości wypowiedzenia, wobec niewyrażalności paradoksu albo absurdu. Gdyby bowiem Abraham wyjawił sekret wezwania Bożego poczytany by został przez swych bliskich albo za szaleńca, albo za zbrodniarza.

Dlatego w swej paradoksalnej sytuacji Abraham nie robi nic dla ogólności, nic nie mówi – cały jest zatajony. Dzieje się tak, ponieważ tego, co robi nie daje się zakomunikować, a tym bardziej uzasadnić w ramach panującej ogólnie etyki, w jakimkolwiek zrozumiałym języku, poza językiem mistycznego spotkania z Tajemnicą Innego. Musi milczeć, ponieważ jest powołany do zachowania sekretu, którego nie tylko nie może, ale i nie jest w stanie zdradzić, przekracza on bowiem ramy dyskursu ogólności. Abraham jest zatem samotny w swej jednostkowości i poprzez nią zatajony. Milczenie ma charakter pieczęci wzbraniającej dostępu rozumieniu. W momencie bowiem wkroczenia w absolutną relację z Bogiem, podjęcia absolutnej odpowiedzialności wobec Jego nakazu, łamie prawa etyki i opuszcza jej świat.

W biblijnej historii wolność i wierność są oparte na słowie. Bóg wezwał Abrahama po imieniu, przez słowo „zobiektywizował go” wobec niego samego, wydobył go z jego subiektywności, z etyki-w-sobie. Zarówno na początku, jak i przy dramatycznym końcu tej historii, Bóg mówi „Abrahamie!”, wzywa go, przywołuje poprzez słowo, a Abraham odpowiada słowem – „Oto jestem”. Słowo obiektywizuje więc, aby wydobyć z mroku subiektywizmu, relatywizmu, z odniesień samo-w-sobie, odniesień samoistnych.

„Abraham wyruszył za Słowem, pielgrzymował razem ze Słowem, zamieszkał razem ze Słowem. W Abrahamie człowiek poznał i nauczył się co to znaczy iść za Słowem Boga.” (Św. Ireneusz z Lyonu, Adversus haereses, 4, 5, 3-5)

Niejednokrotnie ludzi wierzących trzech wielkich religii świata – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu – uczestniczących w tradycji patriarchów biblijnych Starego Testamentu określa się mianem „synów Abrahama”. Kim są synowie Abrahama? To ci, którzy wierzą słowu, wierzą w tajemnicę, która skrywa niepojętą, ale realną treść – wezwanie Boga skierowane do człowieka, Tajemnicę ujętą w słowo. Ów „sekret wiary” jest zawierzeniem przymierzu, zawierzeniem słowu, które nie jest manipulacją i kłamstwem, ale jest pełne treści. Dla chrześcijan, dla których biblijne historie z ksiąg Starego Przymierza mają swą kontynuację, a wręcz dopełnienie w księgach nowotestamentalnych, historia Abrahama, wezwanego, by zabił jedynego syna, ma swoje głębsze i bardziej kontekstualnie związane z Biblią, rozumienie. Autor Listu do Hebrajczyków, analizując fenomen wiary i ukazując jej biblijne symbole, nawiązuje do aktu odwagi Abrahama i próbuje ujawnić motywację decyzji dokonania ofiary z syna.

„Poprzez wiarę Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych.” (List do Hebrajczyków, 11, 17-19.)

Orygenes, komentując wydarzenia z Księgi Rodzaju przekonuje, że Abraham podjął wezwanie Boże, ponieważ jako pierwszy z ludzi dokonał wyjątkowego aktu wiary. Grecki pisarz, rozumiejąc dynamikę i dramaturgię sceny z dwudziestego drugiego rozdziału, stara się wejść w głębię tej historii.

„Jakie myśli toczą się w twoim sercu Abrahamie? Czy myślisz i rozważasz w swym sercu tak: Jeśli obietnica została mi dana w Izaaku i jeśli składam go w całopalnej ofierze, to wynika stąd, iż w obietnicy tej nie można pokładać nadziei? Czy raczej myślisz i mówisz, że niemożliwym jest by skłamał Ten, kto udziela obietnicy, i że cokolwiek się stanie, obietnica zostanie dochowana?” (Orygenes, Homilie o Księdze Rodzaju, Homilia 8, 1, w: Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, tł. S. Kalinkowski, Warszawa 1984, s. 91.)

Jak bolesne musiały być słowa „weź syna swego, tego najdroższego, Izaaka, którego miłujesz”. Potrójnie bolesne, ponieważ przypominające aż trzy razy, że chodzi o tego jedynego. I Orygenes pyta – czemu jeszcze Bóg dodaje – Izaaka? Czyżby Abraham nie wiedział, że ten najdroższy syn, ten którego miłuje nazywa się Izaak? Po co przypominać to jeszcze w tym czasie? Orygenes konkluduje – aby Abraham przypomniał sobie, co Bóg powiedział do niego, by uświadomił sobie słowo przymierza, że w Izaaku nazwane będzie jego potomstwo, które utrwali na wieki imię patriarchy, że to właśnie w Izaaku spełnią się dane obietnice. Bóg zatem wspominał imię, aby wkradło się zwątpienie w obietnicę związaną z tym imieniem.

Potwierdza to dokonane przez Orygenesa wyjaśnienie tych dziwnych słów patriarchy zostawiającego sługi u stóp góry Moria – ja i chłopiec pójdziemy tam, aby oddać pokłon Bogu, a potem wrócimy do was.

„Powiedz mi Abrahamie: mówisz sługom prawdę, że złożysz ofiarę i wrócisz z synem, czy kłamiesz? Jeśli mówisz prawdę, to nie złożysz całopalnej ofiary. Jeśli kłamiesz – nie wypada, żeby tak wielki patriarcha kłamał. Jaką więc twą myśl wyraża ta wypowiedź? Odpowiada: Mówię prawdę, i złożę chłopca w całopalnej ofierze. Przecież po to niosę drwa. I wrócę z synem do was: wierzę bowiem i taka jest moja wiara, że Bóg może go wskrzesić z martwych.” (Orygenes, Homilie o Księdze Rodzaju, Homilia 8, 2)

Wyjaśnia także jak rozumieć odpowiedź na bolesne pytanie Izaaka: – Ojcze, są drwa, jest ogień, gdzie owca na całopalenie?Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie Synu mój. Bynajmniej nie postrzega tego jako grę czy ironię językową.

„Porusza mnie bardzo, ta przezorna i ostrożna odpowiedź Abrahama. Dostrzegł coś w duchu, bo mówi nie o chwili obecnej, lecz o przyszłości. Syn pyta o chwilę obecną, ojciec odpowiada mu o przyszłości. Otóż Pan sam upatrzy sobie owcę w Chrystusie.” (Por. Orygenes, Homilie o Księdze Rodzaju, 8, 3)

 W tradycji nowotestamentalnej synami Abrahama stają się zatem ci właśnie, którzy wierzą w zmartwychwstanie – ponieważ w Ewangelii ta sama figura Ojca i skazanego, wydanego na ofiarę syna obietnicy, staje się realna w Bogu Ojcu i Jego Synu Jezusie Chrystusie. Wiara w zmartwychwstanie wzięła początek w Izaaku.

Tekst na podstawie artykułu: Bóg Abrahama – Bóg Derridy? w książce: Fenomenologia i religia, red. M. Bała, M. Napadło, Warszawa 2011, s. 89-107.