Mija 165 rocznica śmierci jednego z najważniejszych myślicieli XIX wieku – Augusta Comte’a. Pragnął on zbudować nowy ład społeczny, dlatego sprzeciwiał się „metafizycznemu”, abstrakcyjnemu pojęciu „stanu natury”, w którym jednostki kontraktują się ze sobą, aby zbudować rząd. Zaobserwował, że ludzie żyją ze sobą w społeczeństwie przez cały czas i we wszystkich miejscach oraz że te społeczeństwa nie są wytworami celowego projektu, ale spontaniczną nadbudową. Comte uważał jednak, że stopniowy rozwój charakterystycznie ludzkiej zdolności rozumowania stopniowo zmieni sposób, w jaki ludzie organizują swoje wspólne życie. Obecnie dostrzegamy skutki tego, co postulował ten filozof XIX wieku. Obserwowana – szczególnie w krajach Zachodu – postępująca laicyzacja powoduje zanik treści religijnych w sztuce, muzyce, mediach czy literaturze. Trend ten – nie nowy, ale wciąż postępujący – sprawił, że współczesny Zachód w ciągu kilkudziesięciu lat wychował setki milionów ludzi, którzy nie odwołują się do Boga, jako idei transcendentnej i absolutnej, patrzących na świat i na własne życie z pominięciem aspektów religijnej interpretacji. Ani Bóg, ani religia – jak pokazują współczesne badania socjologiczne – nie są młodym do niczego potrzebne. Są oni coraz bardziej obojętni na sprawy duchowe. Oznacza to jednak, że przekuwając pozytywistyczne idee na praktykę nowocześni inżynierowie społeczni (np. izraelski myśliciel i publicysta Yuval Noah Harari ze swoja tezą Homo deus) podejmują próbę stworzenia ateistycznego uzasadnienia dla określonych indywidualnych i wspólnotowych postaw moralnych. Duch pozytywizmu Comte’a wciąż działa.

Zapraszam do lektury: Pozytywizm – triumf nauki i pożegnanie z religią