RortyKilka lat temu, w 2007 roku, zmartwiłem się wiadomością o śmierci amerykańskiego filozofa Rycharda Rortego, bo choć poglądów amerykańskiego profesora z Uniwersytetu Stanforda nie podzielałem, to jednak wieść o czyimś odejściu w tajemnicy śmierci zawsze napawa smutkiem. Zajmując się filozofią polityki z zainteresowaniem, choć nie aprobatą, czytałem wiele jego tekstów,  także sporo opracowań, komentarzy i wykładni, w których jego filozoficzna i polityczna myśl była przedstawiana. Pisał o sprawach ważnych, ale z mojego punktu widzenia proponował kontrowersyjne, zarówno filozoficzne jak i społeczne, rozwiązania.
Swoje filozoficzne stanowisko Rorty oparł na mocnych relatywistycznych założeniach. Choć brzmi to dość patetycznie, to jednak można powiedzieć, że Rorty był przeciwko „pisaniu wielką literą” umocnionych przez kulturę i tradycję zachodnią, dotychczasowych pewników. Przeciwko Prawdzie poznania, która zakreślałaby obszar naszej wolności w odkrywaniu i interpretowaniu świata; przeciw Naturze ludzkiej, która ograniczałaby zakres naszej wolności w opisie człowieka i jego autokreacji; Celowi dziejów, który ograniczałby wolność wspólnoty w kreowaniu swego przeznaczenia; Bogu, któremu z góry wiadome byłyby nasze losy i który wyznaczałby prawdy etyczne, do jakich musielibyśmy jedynie się dostosować, a ich religijna forma byłaby, jak mówił Rorty, kresem wolnej debaty.

Mając świadomość, co przez właściwie całe swe życie głosił Richard Rorty, czym, w swojej akademickiej, pisarskiej i filozoficznej aktywności, się zajmował, jakie idee i modele społeczne propagował – po jego śmierci, gdzieś w głębi serca zaświtało mi pytanie: a jak Richard Rorty, z całym swym życiem, dorobkiem, poglądami, które głosił i popularyzował, z tymi treściami książek i wykładów, z tą swoją liberalną ironią, stanął przed Bogiem, przed którym, jak wierzę, stanął i stanie każdy człowiek – także i ja.
Próbowałem wyobrazić sobie to pośmiertne wydarzenie, wiedząc z Biblii i teologicznych monografii, iż w tym szczególnym momencie (choć w perspektywie poza-czasu brzmi to zaskakująco, a wręcz paradoksalnie), osoba ludzka widzi i doświadcza treści całego swego życia. Stając w tajemnicy śmierci przed Bogiem – owym zarówno filozoficznym Absolutem, który wypełnia wszystkie kryteria tego, co nieskończone, niezmienne wszechmocne, wszechpotężne i niepojęte, jak i teologicznym Stwórcą, Panem i Zbawcą, widzi się – w platońskim sensie tego słowa – całą swą egzystencję.

w najnowszym numerze kwartalnika FRONDA LUX opublikowałem tekst będący próbą odpowiedzi na to trudne pytanie: Richard Rorty staje przed Bogiem. Zapraszam do lektury.

 

fronda

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[pdf-embedder url=”http://www.jacekgrzybowski.pl/wp-content/uploads/2015/10/Rorty-staje-przed-Bogiem.pdf”]