Z Franciszkiem Jóźwickim rozmawiamy o nowej encyklice papieża Leona XIV Magnifica humanitas, a także demokracji, wojnie, odpowiedzialności wielkich korporacji i godności człowieka. Niewątpliwie współczesny rozwój cyfrowej technologii stał się jednym z najważniejszych wyzwań moralnych i społecznych. Jak odczytywać nową encyklikę i jakie pytania stawia ona współczesnym chrześcijanom. Zapraszam do lektury:
Franciszek Jóźwicki: Encyklika Magnifica humanitas ukazała się w 135. rocznicę Rerum novarum, świadomie nawiązując do dokumentu, który mierzył się z wyzwaniami rewolucji przemysłowej. Dziś podobnym wyzwaniem jest rozwój sztucznej inteligencji i technologii cyfrowych. Jak Ksiądz Biskup odczytuje to papieskie nawiązanie? Czy lektura encykliki zmieniła lub pogłębiła Księdza spojrzenie na postęp technologiczny?
Bp Jacek Grzybowski: Przeczytawszy encyklikę, jestem naprawdę zadowolony, że papież Leon XIV, jako głowa Kościoła katolickiego, zabrał głos w wielu ważnych współcześnie sprawach, ważnych, bo dotyczących „rzeczy nowych”, które na naszych oczach dokonują się w XXI wieku. Naśladując swojego poprzednika, Leona XIII, papież chciał zwrócić uwagę, że podobnie jak w XIX wieku, gwałtowny rozwój technologii i industrializacja zmieniały oblicze świata. Wówczas, przypomnijmy, szybki rozwój nauki i technologii oraz wynalazki takie, jak maszyna parowa czy telegraf – urządzenia, które dziś stanowią dla nas coś oczywistego – zaowocował potężnymi zmianami społecznymi. Leon XIII dokonał wtedy w Rerum novarum wnikliwej refleksji filozoficzno-społecznej.
Dzisiaj te przełomowe przemiany dokonują się za sprawą technologii cyfrowych, a Leon XIV proponuje nam na ten temat poważną refleksję, bo dziś rzeczy nowe dotyczą technologii cyfrowej i postępu technologicznego, który jest tak mocny, tak poważny i tak ryzykowny, że nie można pozostawić go bez oceny etycznej. Ten papieski apel o refleksję bardzo mi się podoba. Uważam, że encyklika jest ważnym głosem współczesnego Kościoła i wpisuje się w refleksję katolickiej nauki społecznej oraz katolickiej odpowiedzialności za człowieka, społeczeństwo i przyszłość świata. Uważam tę encyklikę za naprawdę ważny, ciekawy i twórczy głos głowy Kościoła w obecnych debatach.
Encyklika porusza również wiele kwestii związanych z kondycją moralną człowieka we współczesnym świecie, który bardzo zmienił się od czasów rewolucji przemysłowych. Ojciec Święty wyraźnie wskazuje na tę dychotomię: AI może służyć odbudowie murów Jerozolimy albo stać się dla nas nową Wieżą Babel.
Uważam, że ten biblijny obraz jest bardzo piękny i bardzo ciekawy. Ukryta jest w nim bowiem zasada budowania, zasada konstruowania, on nawiązuje do mocy jaka wynika z inżynierii. Aby zbudować ogromną wieżę czy odbudować świątynię trzeba być dobrym inżynierem. Papież świadomie nawiązuje do siły jaką jest technologia, ludzki talent inżynieryjny i ten obraz bardzo dobrze wpisuje się w rozważania na temat mocy AI. Leon XIV przywołując biblijne obrazy chce wyraźnie pokazać, żę osiągnięcia techniczne, nawet te najlepsze i najcudowniejsze, muszą być poddane ocenie moralnej. Technologia sama w sobie nigdy nie jest obojętna moralnie, a jej skutki nie mogą być pozbawione namysłu etycznego, stąd zarówno budowa wieży Babel, jak i odbudowa świątyni Pańskiej jest dobrym przykładem podwójnego podejścia do daru technologii.
Dziś sztuczna inteligencja niesie ze sobą konkretne rzeczywistości wyborów i priorytetów, które stosuje, a one zawsze mają nie tylko skutki techniczne, ale także moralne. Dotyczą np. przyszłości indywidualnych i społecznych kompetencji jakie ofiarowuje i zabiera nam AI. Trzeba zatem zdać sobie sprawę, mówi papież, że technologia jest w naszych rękach albo narzędziem poprawy bytu i godności osoby ludzkiej, albo może na różnych poziomach tę godność zarówno osobową, jak i społeczną zaprzepaścić, a wręcz zniszczyć. Uważam, że przywołany przez Leona XIV obraz budowania, konstruowania jest niezwykle trafny.
W encyklice znajduje się wiele odniesień do św. Jana Pawła II. W kontekście godności pojawia się również temat postępu technologicznego. Czy Ksiądz Biskup uważa, że jest to encyklika o charakterze kulturowym, stanowiąca odpowiedź na przemiany zachodzące zwłaszcza w społeczeństwie amerykańskim, które coraz mocniej wkracza w erę sztucznej inteligencji i big data? Czy może jest to przede wszystkim odpowiedź na współczesne problemy świata?
To encyklika społeczna, która nie tylko analizuje i diagnozuje, ale także daje pewne rozwiązania na problemy świata, nie tylko u szybko technologicznie rozwijających się, dostatnich i bogatych społeczeństw. Już niedługo to, o czym pisze papież, będzie dotyczyć całego świata, bo zarówno w Chinach, Indonezji, Australii, jak i w Nigerii sztuczna inteligencja oraz związany z nią postęp technologiczny staną się codziennością. W każdym domu będą obecne narzędzia i możliwości, jakie jeszcze do niedawna były nie do wyobrażenia. Głos papieża oznajmia, że te problemy i wyzwania już teraz stoją przed całą ludzkością. Musimy zadać sobie pytania dotyczące wpływu cyfrowej technologii na nasz świat i jak najszybciej zacząć szukać właściwych dróg rozwiązania.
Odpowiadając na wezwanie Ojca Świętego zawarte w encyklice, a więc na zaproszenie do wspólnego budowania odpowiedzialnej przyszłości technologicznej, chciałbym zapytać: czy zdaniem Księdza Biskupa jest możliwe, a może wręcz potrzebne, stworzenie katolickiego modelu sztucznej inteligencji? Chodzi o narzędzie rozwijane w zgodzie z nauczaniem Kościoła i katolicką wizją człowieka, które mogłoby służyć jako wsparcie dla teologów, filozofów, etyków oraz wszystkich osób poszukujących odpowiedzi na ważne pytania dotyczące wiary i współczesnego świata.
Nie, myślę, że się absolutnie nie da czegoś takiego zrobić. Nie ma katolickiej ani niekatolickiej AI, ponieważ postęp technologiczny nie ma zabarwienia ani religijnego, ani nawet etycznego, dopóki mu go nie nadamy.
Nie powinniśmy patrzeć na sztuczną inteligencję w taki sposób, jakbyśmy mieli ją „ochrzcić”. Musimy po prostu zrozumieć, że jest to kolejne narzędzie w naszych rękach – niezwykle sprawne, ciekawe i twórcze, ale także przynoszące wyzwania i zagrożenia.
Jako ludzie odpowiedzialni powinniśmy zdać sobie sprawę z siły tego narzędzia i z konsekwencji, jakie niesie ono ze sobą, szczególnie w życiu dzieci i młodzieży. Już za chwilę pojawi się pokolenie, które nie będzie znało świata bez aktywności AI, bez konwersacji z Chat’em GPT. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że technologia ta głęboko ukształtuje, zideologizuje, wręcz zmanipuluje życie wielu młodych. Powinniśmy zatem, i o to prosi Leon XIV, robić wszystko, aby te narzędzia cyfrowej technologii kształtować tak, by one służyły ochronie godności osoby, jej przyszłości oraz kompetencji. Te kluczowe kompetencje to oczywiście myślenie i wolna wola – dwie absolutnie najważniejsze zdolności, jakie posiada człowiek, by kierować swoim życiem.
W encyklice pojawia się również bardzo interesujący wątek dotyczący demokracji. Papież Leon XIV, pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, zwraca uwagę, że demokracja nie może być wartością absolutną ani celem samym w sobie. Jej znaczenie należy oceniać przez pryzmat dobra człowieka, rozwoju społecznego i troski o dobro wspólne. To ważne przypomnienie, że procedury demokratyczne nie zwalniają społeczeństw z odpowiedzialności moralnej za podejmowane decyzje. Moim zdaniem jest to jeden z kluczowych wątków encykliki, choć pozostaje w cieniu dyskusji o sztucznej inteligencji czy historycznej odpowiedzialności za niewolnictwo. Jak Ksiądz Biskup odczytuje ten fragment? Jak rozumieć papieskie spojrzenie na demokrację i jej związek z integralnym rozwojem człowieka?
W rozważaniach dotyczących życia społecznego papież Leon XIV wpisuje się w nauczanie swoich poprzedników, rozwijane szczególnie od XX wieku. Trzeba oczywiście zaznaczyć, że po Soborze Watykańskim II nauczanie Kościoła katolickiego na temat demokracji zmieniło się – przybrało formę wyraźnej aprobaty dla tej metody organizacji życia społecznego i politycznego. Jednak Kościół od początku wyraźnie zastrzegał: demokracja nie może być przeciwstawiana obiektywnej prawdzie o człowieku, jego godności oraz wartości ludzkiego życia. Bardzo mocno podkreślali to kolejni papieże – św. Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek, a papież Leon XIV rozwija to zastrzeżenie w kontekście możliwości, jakie daje nowa technologia. Pokazuje to, że stoją przed nami poważne wyzwania. Jeśli bowiem demokracja jest głosem ludu w sprawach politycznych, to technologia cyfrowa może bardzo silnie wpływać na komunikację publiczną, proces kształtowania opinii, a tym samym – na ludzkie wybory. Pojawia się realne ryzyko, że za sprawą narzędzi opartych na AI oraz środowiska cyfrowego, kultura debaty publicznej, uczestnictwa obywatelskiego i wspólnego poszukiwania prawdy, ulegną osłabieniu. Manipulowanie danymi i utrzymywanie ludzi w tzw. bańkach informacyjnych, może prowadzić do ograniczenia zdolności do odpowiedzialnego i świadomego uczestnictwa w demokracji.
Papież słusznie zaznacza: musimy pamiętać, że żadna technologia nie może zwolnić człowieka od trudu poszukiwania prawdy, ona bowiem stanowi fundamentalny wymiar ludzkiego życia.
Prawdziwie ludzka aktywność polega właśnie na odnalezieniu i zrozumieniu prawdy o nas, o naszym świecie, o Bogu. AI nie może wyręczyć nas w trudzie, poszukiwania prawdy i budowania świata, który pozwoli nam stawać się lepszymi. Istnieje realne zagrożenie, że technologie cyfrowe, w których ktoś narzuca rozwiązania i narracje utrudniają nam poznanie obiektywnej prawdy i realizację godziwego dobra. Nie przez przypadek papież odwołuje się w encyklice do niemieckiej filozofki Hannah Arendt i jej analizy źródeł totalitaryzmu. W XX wieku, po koszmarze drugiej wojny światowej Arendt pokazywała wyraźnie, że odrzucenie prawdy i zanegowanie istnienia obiektywnej rzeczywistości może prowadzić do fałszu, a następnie do rozwoju ideologii totalitarnych, które ostatecznie zniszczą wolność i godność człowieka.
Podobne ostrzeżenie wygłosił św. Jan Paweł II w encyklice Centesimus annus, mówiąc, że: „autentyczna demokracja możliwa jest tylko w Państwie prawnym i w oparciu o poprawną koncepcję osoby ludzkiej. Wymaga ona spełnienia koniecznych warunków, jakich wymaga promocja zarówno poszczególnych osób, przez wychowanie i formację w duchu prawdziwych ideałów, jak i »podmiotowości« społeczeństwa, przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności. […] W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” (CA, nr 46). Dziś, w epoce, w której niemal całe życie człowieka może być inżynieryjnie sterowane za pomocą kodów informacyjnych narzucanych przez anonimowe podmioty, słowa te brzmią wyjątkowo aktualnie.
Pozostańmy jeszcze na chwilę przy wątkach politycznych. W punktach 204–209 papież Leon XIV krytycznie odnosi się do realizmu politycznego (Realpolitik). Chodzi o podejście, które podporządkowuje działania polityczne skuteczności, interesowi czy doraźnym korzyściom, odsuwając na dalszy plan kwestie moralne. Chciałbym jednak zapytać, czy być może nie zabrakło tutaj odniesienia do przyrodzonych defektów ludzkiej natury powodowanych grzechem pierworodnym. Jak Ksiądz Biskup by się do tego odniósł?
Nie odczytuję tego fragmentu jako przeoczenia czy braku. Widzę w nim raczej ostrzeżenie. Wydaje mi się, że papież patrzy na ten problem z perspektywy swojego misyjnego doświadczenia i wieloletniej pracy w Ameryce Łacińskiej. Chce pokazać, że wielkie korporacje i globalne instytucje finansowe mogą, powołując się na rzeczywistość polityczną czy też ekonomiczną, w znacznym stopniu zdestabilizować życie społeczne małych państw i regionów, na przykład przez dezinformację, podsycanie lęków, wpływanie na opinię publiczną. Wszystko po to, by generować zyski ekonomiczne i polityczne.
Papież stanowczo się temu sprzeciwia, ponieważ nie jest to autentyczny realizm polityczny, ale zmienianie życia społecznego kosztem mniej zamożnej części społeczeństwa. Narażone są na to szczególnie te społeczności, które nie posiadają wystarczających środków, aby skutecznie przeciwstawiać się propagandzie, manipulacji czy presji ekonomicznej. W tym sensie papież krytykuje realizm oparty na logice siły, niezależnie od tego, czy jest to siła militarna, ekonomiczna, technologiczna czy informacyjna. Tak rozumiany realizm niszczy de facto kulturę ludzką, osłabia więzi społeczne, wypacza i zniekształca godność człowieka. Aby temu zapobiec powinniśmy szukać dobra wspólnego, opartego na poczuciu sprawiedliwości i miłosierdzia.
Jak należy rozumieć słowa papieża dotyczące przezwyciężenia teorii wojny sprawiedliwej? To jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów, który pojawia się w nowej encyklice. Część środowisk konserwatywnych, wręcz tradycjonalistycznych, odniosła się do tych sformułowań sceptycznie. Jednocześnie papież nie neguje prawa do uprawnionej obrony, o ile spełnia ona klasyczne warunki jej dopuszczalności. Jak zatem interpretować papieską krytykę teorii wojny sprawiedliwej?
Wydaje mi się, że papież wyjaśnia to w encyklice bardzo klarownie. Po pierwsze, choć nie mówi tego wprost, odwołuje się do intuicji obecnej już w nauczaniu papieża Franciszka, który zauważał, że wyrażenie „wojna sprawiedliwa” jest niewłaściwe (Papież Franciszek, Przemówienie do członków Fundacji Gravissimum Educationis, 18.03.2022 r.).
Wojna nigdy nie jest sprawiedliwa, ponieważ zawsze niesie ze sobą śmierć, cierpienie i ludzkie tragedie. Trudno mówić o sprawiedliwości, jeśli zawsze jakaś matka, żona, córka otrzymują swojego męża, syna albo ojca w trumnie – to nie jest żadna sprawiedliwość.
Wojna oznacza śmierć i jeżeli ktoś mówi, że jest to sprawiedliwe, to jestem przekonany, że taka osoba nie do końca rozumie, czym jest sprawiedliwość. Myślę, że w XXI wieku, po tak wielu tragediach i zbrodniach, jakie dokonały się w minionych czasach, dojrzeliśmy do momentu, w którym starożytne wyrażenie o „wojnie sprawiedliwej” należy doprecyzować. Trafniejsze byłoby określenie wojny jako konfliktu usprawiedliwionego pewnymi obiektywnymi czynnikami lub zewnętrznymi okolicznościami, takimi jak napaść zbrojna, konieczność obrony swojej rodziny, mienia, kraju czy społeczeństwa. Ktoś nie chce tego robić, pragnie żyć w zgodzie i pokoju, ale zostaje zmuszony do podjęcia działań obronnych, a ostatecznie wojennych – jest usprawiedliwiona.
Nie oznacza to jednak, że sama wojna staje się przez to czymś sprawiedliwym ani że w ramach działań obronnych można podeptać godność oraz całkowicie zniszczyć podmiotowość swoich wrogów. Zauważmy, że papież nawiązuje także do idei wojny prewencyjnej czy wyprzedzającej. Chodzi o sytuację, w której konflikt zostaje rozpoczęty w oparciu o przypuszczenia dotyczące przyszłych zagrożeń, a nie w odpowiedzi na konkretną agresję. Takie działanie trudno uznać za usprawiedliwione, a tym bardziej za sprawiedliwe.
Tak rozumiem fragment encykliki mówiący o zaprzestaniu używania sformułowania „wojna sprawiedliwa”, bo źle zrozumiane może być ono wykorzystywane do uzasadnienia przemocy oraz realizacji partykularnych interesów. Papież jasno stwierdza: nie ma wojen sprawiedliwych, ale można mówić o pewnych usprawiedliwionych działaniach wynikających z obiektywnych czynników.
Na zakończenie chciałbym zadać pytanie nie tyle dotyczące treści encykliki, ile jej strony metodologicznej. W polskim tłumaczeniu wskazywano na pewne błędy i nieścisłości. Czy zdaniem Księdza Biskupa powinien istnieć jeden oryginalny tekst w języku łacińskim encykliki, do którego wszystkie przekłady miałyby się odnosić?
Uważam, że tak. Niekoniecznie musi to być łacina. Istotne jest przede wszystkim, aby istniał jeden tekst źródłowy w języku, w którym encyklika została pierwotnie napisana i powinno to zostać podane oficjalnie. Wydaje mi się, ale pewności nie mam, że pierwotnym językiem mógł być język angielski, ale należałoby to zweryfikować.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Instytut Tertio Milenio: https://tertio.pl/bp-jacek-grzybowski-nie-ma-katolickiej-ani-niekatolickiej-ai/