Zauważmy, że prośba uczniów zawarta w 17 rozdziale Ewangelii św. Łukasza: „Panie, przymnóż nam wiary!” (Łk 17, 5) zostaje poprzedzona czterema ważnymi wersetami: „Rzekł znowu Jezus do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie! Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, przebacz mu!” (Łk 17, 1-4) i wtedy właśnie uczniowie proszą: „Panie Przymnóż nam wiary!” Trzeba bowiem mieć wielką wiarę, gorące serce wiary, by nie ulec zgorszeniom, by nie stracić nadziei w ludzkie dobro, w poświęcenie, odpowiedzialność, oddanie, miłość, służbę.

Zgorszenie jest wielkim grzechem, prowadzi drugiego człowieka do popełnienia zła. Ten, kto dopuszcza się zgorszenia, staje się kusicielem swego bliźniego. Tak uczy nas „Katechizm Kościoła Katolickiego” (nr 2284). Zgorszenie jest szczególnie ciężkie, gdy szerzą je ci, którzy, z natury bądź z racji pełnionych funkcji, obowiązani są uczyć i wychowywać innych.

Tym bardziej zatem dziś mamy świadomość, że potrzebujemy od Boga wielkiej siły, by z wiarą i przekonaniem mówić: „Wierzę w jeden, święty i apostolski Kościół”. By za słowami Katechizmu wyznawać: „Kościół uznawany jest przez wiarę za niezachwianie święty. Albowiem Chrystus, Syn Boży, który wraz z Ojcem i Duchem Świętym doznaje czci jako sam jeden Święty, uświęca wspólnotę Kościoła. (KKK, 823) Dziś to szczególnie trudne. Ale pamiętajmy też, że zgorszenie może też być najboleśniejszym oczyszczeniem wiary. Przyczyną zrozumienia, że człowiek powinien w Kościele szukać i spotkać Boga, obecnego tam mimo grzechu człowieka.